czwartek, 24 października 2013

Lody w taką pogodę?

Po lody i zimne desery sięgamy najczęściej latem, kiedy upał daje się we znaki, a my chcemy choć na chwilę się ochłodzić.
Jednak gdy jemy lody w lecie mamy do czynienia z dużym szokiem termicznym dla naszego organizmu, co może skutkować anginą lub innymi problemami z gardłem (choć mi się to jeszcze nie przytrafiło):).
Natomiast kiedy jest zimno, nie występuje tak duży szok termiczny dla organizmu, jak latem. 
A my stawiamy na lody właściwie cały rok. Choć nie są to takie zwyczajne lody! Zajadamy się pysznymi domowymi lodami ze świeżych owoców.

Jaki jest przepis?
Bnalnie prosty!

Wystarczy zmiksować świeże owoce - osobno lub razem, 
napełnić pojemniki do lodów w takich kombinacjach jakie podpowiada nam wyobraźnia,
zamrozić i
gotowe!

ZDROWE
BEZ SZTUCZNYCH BARWNIKÓW
PYSZNE DLA DZIECI I DOROSŁYCH

My przygotowaliśmy lody bananowe, pomarańczowe i o smaku kiwi. 



Z własnego doświadczenia powiem, że najlepiej jest tworzyć np. trójwarstwowe lody o różnych smakach, wtedy jest trochę kwaśnego, słodkiego i wodnistego.
Jednak my lubimy wszystkie wersje i kombinacje.


Jeśli ktoś się skusi to 
smacznego!



Judyta.




wtorek, 22 października 2013

GUGA Kids design

W minioną niedzielę (20 października) w Górnośląskim Centrum Kultury w Katowicach odbyły się targi dizajnu dla dzieci.
GUGA Kids Design organizowane przez małżeństwo z Sienianowic Śląskich, które produkuje ubranka dla dzieci pod nazwą Mumoo.
mama silesia wraz z tatą silesią (że tak, go nazwę na tą okoliczność) i naszym bejbikiem również odwiedziliśmy to miejsce.
Choć przyznaję, że dość ciężko było się wmanewrować wózkiem - brak podjazdu, a potem lawirować wśród tłumów (co tylko świadczy o sukcesie organizatorów), to warto było!
Kolorowo, miękko i przytulnie - te trzy słowa chyba najlepiej opisują klimat tam panujący.
Wspaniałe marki - 35 wystawców, moc uśmiechów, no i wielkie zainteresowanie irokezem Beniamina.
Dla mnie - dumnej jak paw matki i zakochanej po uszy w jego, rosnących niemożliwie szybko, włoskach, to był cud miód i orzeszki.
Nie obyło się oczywiście bez małych zakupów w postaci zimowej czapki - rycerza z polskiej wełny. Kiedy przemiła Pani z Mag Gab przymierzyła ją na małą główkę Bena, odrazu się zakochałam. 







edit: oto zdjęcie naszej rycerskiej czapy :-)






Judyta.




sobota, 19 października 2013

Nasza Silesia. Trzy Stawy warte spaceru.

[Dolina Trzech Stawów (niem.: Stauweiher, śl: Sztauwajery) − park i kompleks rekreacyjno-sportowy, znajdujący się w Katowicach, w dzielnicy osiedle Ignacego Paderewskiego−Muchowiec.

Dolina Trzech Stawów ma powierzchnię 86 ha, w tym 9 ha powierzchni wodnej. Jest to obszar położony w sąsiedztwie obszarów zurbanizowanych, dość intensywnie wykorzystywany rekreacyjnie. Istnieje tu duże zróżnicowanie siedliskowe: trzy gatunki roślin chronionych i kilka gatunków chronionych płazów. Jest to miejsce żerowania na trasie przelotu wielu gatunków ptaków.

Nazwa wzięła się od trzech wyróżniających się wielkością zbiorników wodnych. Z doliną sąsiaduje lotnisko Katowice-Muchowiec, którego głównym użytkownikiem jest Aeroklub Śląski. Na terenie parku znajduje się parking, liczne ścieżki rowerowe i przystań wodna z boiskami do siatkówki plażowej (ul. Murckowska 215).] źródło wikipedia

Ja Dolinę znam przede wszystkim z dzieciństwa. To tu rodzice zabierali nas latem, to tu urządzaliśmy grilla, to tu tata uczył nas pływać, choć ja osiągnęłam to nieco później i to właśnie tu przyjeżdżałam na wycieczki rowerowe.

Pamiętam te czasy kiedy zbierała się cała chmara dzieciaków z osiedla i wszyscy szli na Dolinę.
Nikt się nie przejmował brudną wodą, za to każdy zajadał lodami z budki.
Spędzaliśmy tam całe dnie, czasem przyłączając się do grupki starszych panów (tak starszych), którzy codziennie grali w siatkówkę i zachęcali dzieciaki, takie jak my do gry z nimi. To właśnie Oni nauczyli mnie serwować "górą", czego wcześniej nie umiałam, a szkolny nauczyciel jedynie stresował.

Dziś z rozrzewnieniem wspominam tamte dni i chętnie przyjeżdżam na spacery z moją rodziną.
Trochę się tam pozmieniało, ale nie za dużo.
Wciąż dzieciaki latem się kąpią, rodziny jeżdżą na rowerze, czy rolkach, właściciele wyrowadzają psy, zapaleńcy pływają kajakami...
Jest duży plac zabaw - dla mniejszych i większych, alejki na spacery i nawet knajpka się znajdzie.

Choć powoli pogoda bardziej odstrasza niż zachęca do spaceru, to może jeszcze uda się znaleźć taki jeden dzień:










Znacie to miejsce? Może nawet kiedyś graliśmy razem w siatkówkę na piasku! :-)




Judyta.


edit:

Zachęcam Was również do wzięcia udziału w projekcie SAMO_SIĘ bloga Na przewijaku Więcej informacji znajdziecie na blogu autorki (wystarczy kliknąć w nazwę).



mama silesia oczywiście bierze udział!



czwartek, 17 października 2013

Co robię, kiedy nikt nie widzi?

Pewnie każda mama może "pochwalić" się czymś, co zmalowało jej dziecko, kiedy nie patrzyła. O wkładaniu niedozwolonych przedmiotów do buzi, czy znalezieniu się z prędkością światła przy gniazdku elektrycznym (odrazu uspokajam, że mamy odpowiednio zabezpieczone gniazdka) nawet nie ma co wspominać. Standard. A co z nietypowymi akcjami?

Ostatnio wyszłam z pokoju, aby przygotować mleko dla Beniamina. Stojąc tak w kuchni i słysząc Jego słodkie gaworzenie oraz odgłosy zabawy myślę sobie "o jak to dobrze, że się tak pięknie czymś zajął". Zwykle głośno i wyraźnie oznajmia, że nie zamierza czekać ani sekundy. Kedy już zatopiłam się w tej błogości, nagle wyrwał mnie głos rozsądku. Bo ile kroć tak cicho się bawił, tyle razy okazywało się, że robi coś zakazanego, niebezpiecznego, generalnie przyprawiającego mnie o palpitacje serca. Czym prędzej popędziłam do pokoju i... nie myliłam się. Szybko zdałam sobie sprawę z tego czym się tak "ładnie" bawił. Otóż jedździł moim telefonem - który byłam przekonana, że leży sobie bezpiecznie na stole - szybką w dół po podłodze tworząc tym samym jakże piękny zbiór głębokich zarysowań!

Oto dowód:



Tym samym zapraszam Was do udziału w mojej zabawie "CO ROBIĘ KIEDY NIKT NIE WIDZI?". 
Zasady zabawy są nomen omen dziecinnie proste :-) Wystarczy pokazać efekty poczynań Waszych dzieciaczków i zamieścić informację o źródle tejże zabawy czyli mama silesia. Będzie mi bardzo miło jeśli zechcecie przyłączyć się do zabawy.




Ciekawa jestem, co u Was kryje się za tym hasłem.




Judyta.




środa, 16 października 2013

Na tropie dobrych pomysłów. Halloween'owe conieco

Halloween zbliża się wielkimi krokami. Dziś chcę Wam pokazać jak prezentuje się mój Halloweeno'owy kącik, który wprawia mnie w dobry nastrój. Wytropiłam pomysł na dekoracje z it's so easy. Wpis jest z zeszłego roku, ale jak wiadomo ten zwyczaj obchodzi się co rok, więc nadal aktualny. Jak się prezentuje dekoracja pomysłodawczyni odsyłam na jej blog, a tymczasem przedstawiam moją wersję:





A Wy szykujecie dekoracje na Halloween?


Przy okazji z wielką przyjemnością zapowiadam, iż w krótce na mama silesia pojawią się porady eksperta w tematyce dekoracja wnętrz. Więcej o naszym ekspercie i o wnętrzach już niebawem!



Judyta.




wtorek, 15 października 2013

Co w torebce piszczy...

...czyli mama silesia przyłącza się do akcji IN MY BAG zorganizowanej przez Kasia ma Zosię. Założeniem tejże zabawy jest ujawnienie zawartości swojej torebki. Wiadomo, że kobiece torebki są bez dna, pozwalają przeżyć na bezludnej wyspie (najprawdopodobniej znajdziemy w niej gotowy szałas z toaletką w środku) a przy tym nigdy nie można w nich naleźć tego co akurat jest nam potrzebne.

Ja mam całą masę torebek pochowanych w szafach. Jedne są duże, niemal podróżne, inne maleńkie, są takie "do ręki" i na długim pasku, ale wiecie co, na co dzień używam tylko jednej. Właściwie dwóch, ale tą drugą zabieram tylko jak po południu muszę wyskoczyć do sklepu i potrzebny mi jedynie portfel i klucze, więc jest naprawdę mała.

Sama byłam ciekawa co znajdę w mojej torebce i okazuje się, że nie ma w niej absolutnie nic zaskakującego! Zwykłe, podstawowe rzeczy. Napewno nie przeżyłabym na bezludnej wyspie...




W oczy rzuca się brak jakichkolwiek gadżetów Beniamina, a przecież Mamy przeważnie oddają swoje torebki we władannie dzieciaczkom. U nas jednak jest sprawiedliwy podział, czyli ja mam swoją torebkę, a On ma swoją torbę do wózka, która jeździ pod wózkiem. Tam są schowane wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a nawet dużo więcej, bo przecież "nigdy nie wiadomo, co może się przydać". Wychodzi na to, że ciekawiej byłoby pokazać torbę Beniamina, no ale jak to ma być damska torebka, to damska.



A jak to wygląda u Was drogie Kobietki? Macie ochotę przyłączyć się do zabawy Kasi? Ja serdecznie zapraszam.



Judyta.




niedziela, 13 października 2013

Nasza Silesia. Wesoło, czy nieWesoło?

Przez ostatnich kilka, może kilkanaście dni mamy prawdziwą polską złotą jesień. Piękna pogoda, słońce, przyjemne temperatury, bezchmurne niebo... Aż żal siedzieć w domu. Dlatego każdy z nas stara się zapwne wykorzystać mamksymalnie ostatnie podrygi słońca, nim schowa się za chmurami na dobre. Nie inaczej jest w naszym przypadku. Tylko jeśli na prawdziwy jesienny spacer, to gdzie? W obrębie stolicy Śląska mamy kilka takich miejsc. Jest Park Chorzowski, Park Kościuszki, Park Murckowski, Paprocany w Tychach... My bierzemy dziś pod lupę nieco mniejsze, zapomnianie przez urzędników i wciąż pamiętane przez tych, których wiąże z nim sentyment miejsce: Wesoła-Fala w Mysłowicach.

Jeszcze w połowie lat 80. to miejsce tętniło życiem, zagospodarowane przez górników kopalni Wesoła, którzy stworzyli plażę z molo i stanowiskiem dla ratowników, brodzik dla dzieci, plac zabaw, Rybaczówkę, a także scenę. Malownicza okolica z klubem jeździeckim, domkami letniskowymi, pensjonatem, kortami tenisowymi, restauracją, otoczona lasem przyciągała tłumy.

Niestety w 1990 roku tereny kopalni Wesoła, las i teren kąpieliska zostały wcielone w granice Katowic, które przestały o nie dbać. Katowicznie ze względu na niełatwy dojazd nie korzystają z Fali, którą odwiedzają mieszkańcy Mysłowic. Jak nietrudno zgadnąć władze miasta Katowice nie interesują się zatem losem Fali, a Mysłowice, jako, że nie są właścicielami terenu nie mają podstaw prawnych, aby w nie inwestować...

Zostawmy jednak historię, przepisy prawne, które bez dobrej woli urzędników pozostaną absurdalne i skupmy się na tym co dobre. Pomimo niszczejących ławek, zardzewiałych huśtawek, uważam, że to miejsce jest warte odwiedzenia. Przepiękna feria jesiennych barw i spokój... zresztą zobaczcie sami:











Mieliście może okazje być w tym miejscu? A może macie na celowniku inne zapomniane miejsce?




Judyta.