wtorek, 19 listopada 2013

ROCZEK - to brzmi dumnie!




Mój mały-wielki człowieczek 15.11.13 skończył Roczek!
Jak się maluje u nas ten wiek?

W liczbach:

5 rozmiar pieluch
11 cm stópka
9, 7 kg
12 miesięcy
80 rozmiar rozmiar ubranek, czasem pasuje 86


W faktach:

*
Najważniejsze - potrafi chodzić. No dobra narazie przy łóżku, krzesłach i wszystkim tym czego da się złapać, ale i tak duma rodziców - czyli nas - ogromna!
*
Kiedy tylko usłyszy atrakcyjny dla niego dźwięk - muzykę, wodę, odkurzacz - natychmiast zaczyna się bujać. Potrafi nawet dostrzec rytm w odgłosie szurającej po moich zębach szczoteczki.
*
Kiedyś podczas odkurzania wystarczyło zbliżyć się do niego z odkurzaczem, a już zaczynał uciekać. Teraz trzeba go wręcz dotknąć końcówką, żeby się łaskawie ruszył.
*
Chce robić wszystko to, co ja. Ja piję z butelki, On chce pić z butelki. Ja jem śniadanie, On chce dostać swoją kanapeczkę. Ja idę do łazienki, On głośno informuje o tym, że też chce się tam dostać. Ja rozmawiam przez telefon, On chce telefon.
*
Potrafi pić z normalnego kubeczka, kiedy ja go trzymam.
*
Przesunęła nam się pora drugiej drzemki i teraz śpi po obiadku, a nie jak to było wcześniej przed. Drzemki są coraz krótsze, coś mi mówi, że szybko przestaną wogóle obowiązywać.
*
Z premedytacją robi śmieszne miny np. marszczy nosek pokazując przy tym zęby i cieszy się jak ktoś zareaguje.
*
Robi "pa pa", jak widzi jedzenie to woła "mniam mniam" i kiedy coś spadnie, albo to zrzuci mówi "bach".
*
Ciągle się przytula, przychodzi i przykłada swoje czółko do naszego, daje buziaki, takie po swojemu.
*
Bije brawo. Chyba sobie :-)
*


Nestety z uwagi na zachowanie prywatności zaproszonych gości - no wiecie same sławy i osobistości do nas zawitały - nie będzie zdjęć z naszej rodzinnej uroczystości. Pozostajemy jednak w temacie urodzin, a właściwie ich najprzyjemniejszej części, czyli prezentów. Przygotowałam dla Was zbiór prezentów DIY dla bobasów, które sama wykonałam, a więc są proste, przydatne i do tego świetnie nadają się na prezent wykonany i podarowany z sercem. Zatem zapraszam na jutrzejszy post. A tymczasem ja zmykam, bo mój Roczniak(!) skończył drzemać.



Judyta.



piątek, 15 listopada 2013

PROJEKT SAMO_SIĘ tydz.2

W tym tygodniu tematem do zrealizowania jest: "za rączkę, za nóżkę". Nieco główkowałam o co może chodzić, bo mi się to jedynie właśnie z chodzeniem kojarzy. Jednak kiedy doszłam do tego, że idzie o zabawy rozwijające sprawność ruchową przystąpiliśmy do dzieła.

Rączki.

Ściąganie drewnianych obręczy. Przyznam szczerze, że jeszcze tydzień temu Beniamin nie rozumiał, że obręcze należy podnosić do góry i ciągnął w bok. Bardzo się irytyował, kiedy nie udawało mu się uwolnić obręczy. Po kilku wspólnych próbach załapał w czym rzecz i teraz bez problemu radzi sobie ze wszystkimi. Było również kilka prób wkładania obręczy spowrotem, jednak to się udaje narazie jedynie z pomocą mamy lub taty.






Zabawa kolorowymi balonami. Wygląda to w ten sposób, że ja odbijam je do Beniamina, a On próbuje łapać. Kiedy balon odbije się od jego głowy powoduje to salwy śmiechu. Jak uda mu się złapać balon to ściska go mocno, poklepuje go, ciągnie za "ogonek", a nawet próbuje ugryźć. Oczywiście balony nie powinny być mocno nadmuchane, żeby łatwo nie pękły. Takie, które nie są naprężone okazują się być bardzo elastyczne.





Wyciąganie kubeczków. To jedno z ulubionych zajęć Bena. Te kubeczki służą do układania jeden na drugim, jednak On uwielbia odwrotność tej zabawy, czyli właśnie wyciąganie od najmniejszego kubeczka do największego. I najlepiej rozrzucenie ich po całym pokoju.





Bańki mydlane. Ta zabawa zawsze spotyka się z uznaniem Beniamina. Kiedy był nieco młodszy tylko się przyglądał tym dziwnym przeźroczystym piłeczkom, a teraz namiętnie chce jakąś złapać i niezmiennie się dziwi gdzie one znikają. Tu akurat łapie na dywanie, ale często stara się dorwać którąś w locie.





Nóżki.

Zabawy nóżkami. Najczęściej bawimy się w ten sposób przy przewijaniu, ale każda okazja jest dobra, żeby trochę połaskotać, wypuścić stópkami powietrze z policzków mamy, pociągnąć za paluszki i wycałować!
Wbrew pozorom to nie są wieczorne zabawy przy zapalonym świetle, a te poranne. Cóż niestety teraz rano trzeba już zapalać światło...





Gonitwa. Na hasło "szybko uciekaj!" Ben gna przed siebie jak szalony. Są dwie opcje, albo przebiera ile sił w nóżkach i rączkach na czworaka, albo trzymając się łóżka ucieka bokiem z jednego końca na drugi. Teraz czekam aż kiedyś puści łóżko i powędruje sam.
Widzicie ten pęd?





Łaskotanie piórkiem. To przyjemny, delikatny dotyk, który Benowi bardzo się podoba, ale kiedy tylko dostanie piórko w swoje ręce, to natychmiast je unicestwia. Niestety nie mamy zdjęć tej zabawy. Ogólnie bardzo ciężko jest pstryknąć fotkę Benowi, kiedy się bawi, bo jak tylko zobaczy aparat, to natychmiast przerywa zabawę (choćby była najlepsza naświecie) i jedyne co go interesuje to sprzęt.


więcej o projekcie:
PROJEKT SAMO_SIĘ




Judyta.




czwartek, 14 listopada 2013

Na tropie dobrych pomysłów. Urodzinowe dekoracje.

Roczek Bena, wciąż przed nami (to już w najbliższy weekend) zatem główkuję nad niewielkimi gadżetami, które można wykonać samemu. Jestem wielką zwolenniczką własnoręcznego tworzenia, gdyż uważam, że takie drobiazgi, być może często nieidealne, ale za to tworzone z sercem są najpiękniejsze.
Przygotowałam dla Was kilka koncepcji na dekoracje urodzinowe. Pewnie nie będą to dla Was zaskakujące propozycje, jednak w gąszczu przeróżnych pomysłów wybrałam kilka, które zastosowałam u siebie.

Na początku warto zdecydować się na koncepcję - motyw przewodni. Czy ma być bardzo kolorowo, czy może główną rolę będzie grał ulubiony bohater z bajki, a może dekoracje będą tworzyć rajską wyspę w środku zimy? U nas z racji tego, że nasz Roczniak nie bardzo wyraża chęci do główkowania przy dekoracjach, zajełam się tym sama. Postawiłam na kolory biały, czarny, szary i motyw gentleman'a. Wszak mieć roczek, to poważna sprawa!

A to nasze własnoręcznie wykonane gadżety:

1. Girlanda - to bardzo modny dodatek do wystroju wnętrz, a także gadżet dekoracyjny wszelkiego rodzaju imprez, od wesel, po urodziny. Ja girlandy uwielbiam, a tą którą uszyłam widzieliście już wcześniej - na codzień zdobi łóżeczko Beniamina. Wykonanie nie jest trune, jeśli jednak nie czujecie się na siłach, żeby ją uszyć, to możecie wykonać taką z kartoników papieru. Jako dekoracja spokojnie się sprawdzi.




2. Balony - oczywiście można kupić już naprawdę ładne i nietypowe balony online, ale dla mnie już jest za późno na zakup internetowy. Jeśli zagapicie się tak jak ja, to wystarczy zakupić zwykłe egzemplarze i ozdobić je według własnego pomysłu. Ja odbiłam na nich pieczątką cyferkę 1 - wiadomo dlaczego :-)





3. Duża cyfra - bardzo podobają mi się zdjęcia na których jest cyferka urodzinowa. Nic trudnego! Wystarczy wyciąć z dużego kartonu pożądaną cyfrę i ozdobić wedle uznania.




4. Pompony ze sznurka - Ich wykonanie nie przysparza wielu problemów. Proste szybkie i efektowne. Można zaszaleć z kolorami, lub stworzyć monohromatyczną kompozycję. Takie pompony, w odpowiedniej ilości, mogą z powodzeniem pełnić funkcję girlandy, jeśli połączymy je sznurkiem.




5. Muszka - jej wykonanie również nie należy do trudnych, nawet jeśli nie posiadamy maszyny do szycia. Ja swoją uszyłam ręcznie, a jej wykonanie prezentowałam w tym poście: "na tropie dobrych pomysłów. Muszka"




6. Kartonowe pudełeczka na słodki upominek dla gości - wzorów można znaleźć bardzo dużo, ja zdecydowałam się na tzw. "pillow box" (poduszeczki) na których namalowałam wąsy. W środku znajdują się cukierki.


To moje pierwsze trzy, czeka mnie jeszcze produkcja kolejnych.


Wszystkie dekoracje poza "pillow box" posłużyły mi do "sesji" zdjęciowej na roczek. Nasza impreza (z racji jej podwójnej funkcji) odbędzie się w restauracji, gdzie tort i wspomniane pudełeczka dla gości będą żartobliwym akcentem.

Niestety nasza sesja się nie udała. Aparat odmówił wszelkiej współpracy i jakość zdjęć jest chyba gorsza niż gdybym robiła je telefonem. Dodam, że nie jest to aparat najwyższej klasy. Zachowam kilka zdjęć na pamiątkę, jednak nie nadają się one do większego wykorzystania. Pozostaje mi mieć nadzieję, że zdjęcia z urodzin będą udane.


Judyta.



niedziela, 10 listopada 2013

PROJEKT SAMO_SIĘ

mama silesia, o czym już informowałam, również przyłączyła się do jakże zacnego projektu SAMO_SIĘ To kreatywne, wyzwania które pokonujemy i będziemy dzielnie z Beniaminem pokonywać. Post miał się ukazać wczoraj, jednak w związku z naszym rodzinnym urlopowaniem jest mnie nieco mniej tutaj, nieco mniej u Was, za to więcej na spacerach, na dywanie, w odwiedzinach i zabawach, bo nic tak dobrze nie smakuje jak zabawa z mamą i tatą w każdej chwili.
Szkoda, że nasze urlopowanie powoli dobiega końca...
Wracając jednak do projektu, jego pierwszym zadaniem był "sznurek, wstążka, sznurowadło".

To zmobilizowało mnie w końcu do uszycia Benowi tzw. ciumkatki ze wstążkami. Powiecie, nuda, wszędzie już były, ale nie u nas! Naoglądałam się ich całe mnustwo na różnych blogach i zawsze obiecywałam sobie, że taką zrobię, ale jakoś niegdy się do tego nie zabrałam. Ten projekt mnie zmobilizował. Co ciekawe okazało się, że Beniamin nie jest fanem ciumkania wstążek/metek. A to Ci niespodzianka - niemowlak, który nie lubi metek. Przynajmniej teraz wiem, że nie muszę mieć wyrzutów ponieważ tak długo zwlekałam z uszyciem :-)





Kolejną naszą propozycją jest prosta zabawa polegająca na przywiązaniu różnokolorowych wstążek i sznurków np. do szczebelków łóżeczka. Luźno związane kokardki bardzo wabiły Bena, żeby je rozwiązać. I na tym polegała cała zabawa, On rozwiązywał, a ja zawiązywałam, miał z tego duży ubaw, a najbardziej przypadła mu do gustu zielona wstążka.






Na koniec użyliśmy drewnianego domku, żeby nieustannie wkładać i wykładać z niego sznurki, o różnej fakturze, długości i kolorze. Była tam rozciągająca się gumka, szorstki sznurek, wstążeczka, czy sznurówka... Beniamin w wielkim skupieniu wyciągał sznurki, przyglądał im się w rączkach a potem wyrzucał i sięgał po kolejne. Czasem wybierał pajedyńczo, a czasem wszystkie naraz i mówił przy tym swoje ulubione "bach!"





Oczywiście w takich zabawach konieczny jest czynny udział Rodzica, wszak sznurki, zwłaszcza te długie mogą stać się niebezpieczne. Wspólna zabawa, aktywnie angażująca obie strony gwarantuje świetną i bezpieczną zabawę!

Proste, a jakże przywołujące uśmiech i rozwijające pomysły znajdziecie również na innych blogach biorących udział w projekcie.

Pobawmy się razem!


Judyta.






czwartek, 7 listopada 2013

Zdaniem Sąsiadki...

Jakiś czas temu pisałam Wam o "szokujących" zasadach w wychowaniu Bena. To był post "Ale Ty masz dobrze...' Mam, bo o to zadbałam" (przeniesiony z poprzedniego bloga) Do którego przeczytania zachęcam.
Otóż pojawił się tam wątek podawania (a w naszym wypadku NIE podawania) słodyczy małemu dziecku.
Wiedziałam, że zwłaszcza u starszego pokolenia nie jest to coś oczywistego, a z ostatnią wizytą moi rodzice przynieśli też opinię Sąsiadki na ten temat.
Podczas ich pogawędki padło stwierdzenie, że nie zamierzamy podawać Benowi słodyczy do trzeciego roku życia. Tak trzeciego. A Ona na to, że cytuję: "To nie jest normalne".

W pierwszej chwili włączył mi się wewnętrzny agresor i już miałam się rozkręcić w moim monologu na temat żywienia małych dzieci, kiedy uświadomiłam sobie, że z wiatrakami nie wygram. Zaraz potem przyszła myśl, że co mnie interesuje jakie zdanie ma Sąsiadka moich rodziców, aż w końcu doszłam do wniosku, że temat jest dużo większy.

Nie tak dawno temu zamierzałam wprowadzić do diety B. jogurt naturalny i weszłam na pewne forum internetowe (nie będę podawać nazwy, ale wystarczy wpisać "jogurt naturalny dla rocznego dziecka" i wyskoczą odpowiednie treści). Chciałam dowiedzieć się, czy inne mamy polecają jogurt jakiejś marki - zależało mi na tym, aby był dobrej jakości i bez zbędnych, sztucznych składników.
Okazało się że są mamy, które wcale nie podają jogurtu naturalnego, bo IM to nie smakuje. Stwierdziły, że jest niedobry w smaku, więc dlaczego ich dziecko ma to zjadać. Zamiast tego najczęściej podają swojemu rocznemu dziecku serek "danonki" (który producent poleca od trzeciego roku życia i o czym mamy same pisały), a także inne "dorosłe" jogury owocowe, które ich zdaniem miały dobry smak. I tu się nasuwa "oczywista oczywistość" mianowicie jaki zwiazek ma to, że danej mamie nie smakuje jogurt naturalny, z tym, żeby podawać go dziecku?
To jak dosalanie dzieciecych potraw do swojego smaku (Benowi, również nie solimy - sól jest zawarta w innych produktach, które dostarczają odpowiednią ilość sodu).
Przecież wystarczy do jogurtu naturalnego dodać świeże owoce i już mamy pyszny deserek. Wszyscy wiemy, że jogury owocowe, sprzedawane w sklepie obok, owoców najczęściej nawet nie stały, za to mają masę sztucznych barwników, aromatów, cukru, polepszaczy smaku i kto wie, czego jeszcze.

I tak jak we wspomnianym poście, zaznaczę, iż NIE jest moim zamiarem pouczać kogokolwiek, czy też narzucać mu swojej opinii, a jedynie przedstawić swój punkt widzenia, który być może komuś posłuży.

Nie neguję Mam, które nie podają swoim dzieciom jogurtu naturalnego, czy innego produktu. Jeśli ktoś ma taki a nie inny plan żywienia swojego dziecka i nie próbuje modyfikować naszego, to wporządku.
Jednak, kiedy zadałam na owym forum swoje pytanie, zostałam zasypana odpowiedziami, że serwuję dziecku coś złego, że przesadzam z tą dietą i że ich dzieci zjadają już "dorosłe" potrawy i jakoś żyją.

No właśnie "jakoś", a ja chcę, żeby Beniamin żył zdrowo. Na ile jest to możliwe.

Wcale nie uważam, że tym sposobem zabieram Benowi prawo do poznawania "słodkości". Codziennie odkrywa je w owocach podawanych w różnej postaci (z kaszą manną, z jogurtem naturalnym, jako mus, w kawałku do rączki, z twarożkiem i w wielu innych kombinacjach) , a także waflach ryżowych z sokiem jabłkowym przeznaczonych dla dzieci (w składzie nie ma nic więcej) - nasza ostatnia rewolucja! I mogę zapewnić, że to usmiechnięty, wspaniały, najukochańszy chłopczyk na świecie :-)

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? (Albo Waszej Sąsiadki) :D
Chętnie je poznam.



Judyta.




wtorek, 5 listopada 2013

Na tropie dobrych pomysłów. Muszka.

Wielkimi, milowymi krokami zbliżamy się do roczku Beniamina. To będzie okrągły rok. Nie "miesięcznica" (choć każda cieszyła bardzo), tylko okrągły rok, prawdziwe urodziny! Bardzo się z tego powodu cieszę, a dla nas ten wyjątkowy dzień będzie oznaczał coś jeszcze...ale o tym później. W każdym razie już myślę nad strojem Bena, bo wiecie, kiedyś sam będzie o nim decydował, teraz to zadanie dla mnie, więc będzie w moich ulubionych kolorach. Zaraz przekonacie się w jakich :-) Chciałam mieć w nim swój udział, więc uszyłam dla Niego muszkę. Jest bardzo prosta w wykonaniu i pięknie się prezentuje. Oto niezwykle łatwe do wykonania DIY muszki dla chłopca.

1. Wycinamy dwa paski tkaniny z której chcemy mieć muszkę - jeden szerszy, drugi nieco krótszy i węższy:




2. Zszywamy paski, pamiętając o pozostawieniu otworu, przez który przerócimy materiał na drugą stronę.




3. Przeszywamy nitką szerszy pasek - naszą muszkę - aby lepiej się układała.




4. Owijamy węższym paskiem i przyszywamy go do muszki.




Gotowe!


Jest kilka sposobów przymocowania muszki do ciuszka. Np. na tasiemce wokół szyi, przyszyć bezpośrenio do koszuli, czy przyszyć rzep do ubranka i drugą część rzepu do muszki - dzięki temu będziemy mogli uszyć kilka muszek i w zależności od okazji przyczepiać na rzep różne muszki.

Mam nadzieję, że komuś się przyda. Taki drobiazg wykonany własnoręcznie cieszy najbardziej, a później możemy zatrzymać go na pamiątkę.



Judyta.




niedziela, 3 listopada 2013

Dzieciństwo...


... to temat bardzo rozległy, ale za mną chodzi pewne wspomnienie.
Widziałam kiedyś film. Główny bohater, który o ile pamiętam, dopiero odnajdował się w roli ojca dla swojego kilkuletniego synka pozwalał mu zakładać np. spodnie od piżamy, do tego kalosze i gogle do pływania, a potem wychodzili tak z domu. (Jeśli jakimś cudem świta Wam, co to był za film, to podpowiedzcie proszę) :). 
Ludzie się na nich dziwnie patrzyli, krytykowali,  a ja pomyślałam wtedy, że to wspaniałe!
Obiecałam sobie, że jeśli zostanę mamą, to moje dziecko też będzie tak miało.
Dla mnie to jest dzieciństwo: beztroskie, ciut szalone, pełne zabawy przez którą dzieci poznają świat. Oczywiście nie chodzi o to, aby każdego dnia wkładać na siebie kostium zorro, ale o to, że gdy Beniamin pewnego razu powie "mamo chcę włożyć "to, to i to" (a będzie to zestaw iście karnawałowy)" to ja odpowiem: "I pójdziemy dziś do oceanarium!". 
Jasne, można się oburzać, żeby tak wypuścić szkraba z domu. A gdzie styl, a gdzie etykieta, gdzie przyjęte normy. 
Jednak sama najlepiej wspominam momenty, w których mama pakowała mnie i moje rodzeństwo do pociągu i jechaliśmy przed siebie, wpadając do dalekich krewnych bez zapowiedzi. Czasem było im to nie na rękę, czasem kogoś nie było i musieliśmy w nocy jechać dalej. Zwiedzaliśmy różne miasta, jedliśmy w dworcowych stołówkach, czasem włóczyliśmy się bez celu, a nawet jeździliśmy "na gapę" kiedy barkowało na bilet.
Nieodpowiedzialne?
Może, ale to były moje najpiękniejsze wakacje.
Do dziś pamiętam, ba! do dziś mam broszkę-motylka znalezioną w Poznaniu, czy mini-mapkę z twardymi okładkami z Gniezna...
Chcę, aby Beniamin wspominał swoje lata dziecięce jako przygodę, w której rodzice byli odrobinę szaleni, czasem pozwalali na niedozwolone i zawsze można było przyjść do nich z hasłem "zróbmy coś fajnego", a oni już główkowali co to może być.
Na codzień jestem rozważna, odpowiedzialna i wypracowałam sobie plan działania, ale cieszy mnie to, że znajomi kojarzą mnie głównie, jako osobę zwariowaną, uśmiechniętą i wyluzowaną.
Taką mamą chcę być. Zrównoważoną i szaloną, bo to wcale się nie wyklucza!

A Wy, macie jakieś wspomnienie, które rzutuje na Wasze rodzicielstwo?



Judyta.