piątek, 9 maja 2014

zacznij weekend piknikiem! To już jutro!


Szybka przypominajka dla tych z Was, którzy jeszcze się wachają, zastanawiają i ociągają. Nie ma na co czekać! :-) Pogoda sprawdzona (zresztą już dawno zamówiona, gdzie trzeba) :) i jutro z 20 stopniami na plusie, o godzinie 10:30 widzimy się dokładnie tu:


Co zabieramy? To na co mamy ochotę! Koc, przekąski, umilacze czasu, dobry humor, a przede wszystkim siebie i dzieciaki :D






tak było jeszcze niemal przed rokiem, wtedy Ben miał 7 mies i bardzo lubił spędzanie czasu na kocu, mam nadzieję, że mu się nie odmieniło :-) To ten pasiasty koc namierzajcie jutro!


I jeszcze dla tych, co się martwią o tą naszą kochaną, zmienną pogodę (nie żebym ja paznokci z nerwów nie obgryzała):), to jeśli jakimś cudem nastąpi diametralne załamanie pogody, najwyżej będziemy okupować niedaleką pizzerię :)


I na koniec tych z Was, co zupełnie nie mają pojęcia o co chodzi, zapraszam do posta "zacznij weekend pikinikiem!", gdzie znajdują się wszelkie informacje.

Do zobaczyska! :)




Judyta.


mama silesia na facebooku


czwartek, 8 maja 2014

Nasza Silesia. 3 Stawy + 2 niespodzianki = udany dzień.

Ostatniego dnia długiego weekendu padła spontaniczna decyzja; jedziemy na Trzy Satwy. Jak wiadomo pogoda nie była wymarzona, ale przebijające się słoneczko zdecydowanie wołało nas na łono natury. O tym miejscu już Wam wspominałam w poście "Nasza Silesia. Trzy Stawy warte spaceru", więc jeśli ktoś ma ochotę na dodatkowe informacje, to odsyłam właśnie tam :).

Pierwszym przystankiem był oczywiście plac zabaw.





Następnie długą alejką skierowaliśmy się w stronę stawu z plażą, gdzie latem dużo osób się kąpie. I tam pierwsza wspomniana niespodzianka. Trafiliśmy na Silesiaman Duathlon i to tuż przed startem dorosłych :) W zawodach brało udział ponad 100 osób. Do pokonania były trzy pętle biegowe po 1,75 km, 4 pętle rowerowe po 5 km oraz 2 pętle biegowe po 1,75 km. Szczerze podziwiam; bieganie to jedna z tych aktywności, którą chciałabym osiągnać, jednak nigdy mi się nie udało. Pomimo, że moje wcześniejsze życie zawodowe opierało się na aktywności właśnie (może kiedyś o tym napiszę):) Podczas imprezy były atrakcje sprawnościowe dla dzieci nieco starszych niż Ben i objazdowa kawa, którą chciałam skosztować, ale Pan tylko przejechał obok i zaraz zaczął się bieg. Nic straconego jednak, bo kawka serwowana prosto z auta, lub roweru :) podobno gości tam na dłużej.









Drugą niespodzianką było odkrycie, że nieco schowany za drzewami plac zabaw, który pamiętam ze swojego dzieciństwa jako zniszczony i zapomniany skwer wygląda teraz wspaniale. Jest część dla maluszków z małą zjeżdżalnią i karuzelą, oraz większy z atrakcjami np. zjeżdżania na linie. Tuż obok pizzeria, w której tego dnia nie skusiliśmy się na pizzę, ale szybki sok i jekieś nietypowe piwko dla M., którego nazwy nie pamiętam, zaliczone :)




Pomimo słońca dzień był naprawdę wietrzny i rześki, ale zdecydowanie wart tego spaceru. Z czystym sumieniem jeszcze raz polecam Wam Trzy Stawy, zwłaszcza, że mam nadzieję iż w tą sobotę się tam widzimy! :-) Więcej informacji w poście "zacznij weekend pikinikiem!" i na facebooku wydarzenia.







Judyta.






mama silesia na facebooku

wtorek, 6 maja 2014

Mówisz i masz!


Gdyby wszystkie życzenia spełniały mi się tak łatwo i przyjemnie jak to, miałabym życie idealne :) Przecież dosłownie jeszcze kilka dni temu żaliłam się Wam w poście "daj buziaka, czyli kto jest lepszym rodzicem", że Ben wybitnie upodobał sobie odmawiać mi za każdym razem kiedy prosiłam go o buziaka, za to M. dostawał całusy na zawołanie, a nawet zupełnie z zaskoczenia. Nie wspominając już o tym, że pluszaki też były hojnie obdarowane całusami. Niektórzy z Was mnie pocieszali inni wpędzali w depresję faktem iż dziecięce całusy nie są im obce :). A tu proszę! Wkrótce potem Ben nagle sam zaczął podchodzić do mnie i dawać buziaki zupełnie bez przyczyny. Hip hip hura! Mama wróciła do łask i może się poszczycić najsłodszymi na świecie całusami. Teraz mam pełen pakiet, czyli przytulanki (których akurat nigdy nie szczędził) i całusy. No dobra, przyznam że M. i tak ma więcej i na każdą prośbę, ale ja mam wyjątkowe bo zawsze wybrane przez Bena :)

Oczywiście równowaga we wszechświecie musi zostać zachowana i kiedy uczucia są w najlepszym porządku, to...psują się sprzęty :) Pisałam Wam ostatnio o tym, że padł nasz aparat i musi być serwisowany, a dosłownie przed chwilą padła mysz od laptopa. Jak ja nie cierpię działać bez niej. Jakoś wybitnie nie mamy szczęścia do myszy komputerowych, bo to już chyba nasza szósta... :)







Judyta.







mama silesia na facebooku
zacznij weekend pikinikiem! na facebooku

niedziela, 4 maja 2014

Nasza Silesia. Zoo, czyli miało być tak pięknie...

Jak minął Wam długi majowy weekend? Mam nadzieję, że pomimo bardzo zmiennej pogody, udało Wam się odpocząć lub odwiedzić jakieś ciekawe miejsce. Ja postanowiłam przez te kilka dni zrobić sobie odpoczynek od komputera i zamienić go na naturę. Mogę przyznać, że właściwie mi się udało, bo tylko raz zreknąłam na pocztę :-).

Jak zwykle, przez pracę M. weekend zaczęliśmy z jednodniowym poślizgiem. Nie robiliśmy żadnych wielkich planów, kierowaliśmy się tylko ku naturze :). Odwiedziliśmy zatem Śląski Ogród Zoologiczny. Pisałam Wam o nim w poście "Kalendarz wydarzeń, czyli Silesia się nie nudzi!", jako jeden ze sposobów na spędzenie długiego weekendu i grzechem by było samej z tego pomysłu nie skorzystać :).

Niestety nie zaczęło się różowo. Najpierw okazało się, że nasz aparat kupiony półtora roku temu znowu się zepsuł i trzeba będzie oddać go do serwisu. To oczywiście doskonały moment na awarię, pierwsza wizyta Bena w ZOO, którą podnieceni rodzice chcieli uwiecznić na zdjęciach. Niezrażeni jednak (i uzbrojeni w smartfona) wyruszyliśmy w drogę. Wszystko spakowane (bo to przecież wycieczka na kawał dnia) i zaplanowane. Serio? Ben postanowił nam przypomnieć, że słowo "zaplanowane" w połączeniu "z dzieckiem" nie istnieje. To coś jak Yeti, niektórzy w niego wierzą, ale... no właśnie. Zatem "zaplanowana" drzemka, która miała się odbyć w czesie podróży, tak aby Ben na miejscu był wypoczęty i uśmiechnięty, wzięła w łeb. Przewidywany zachwyt nad zwierzątkami (bo przecież Ben naprawdę uwielbia zwierzęta, według niego wszystkie robią "hau hau" i są kochane), okazał się być strachem przed owcą i rozdrażnieniem z powodu braku drzemki. Powoli cudowna, rodzinna wyprawa do ZOO stawała się udręką. W końcu Ben zasnął, dzięki czemu przespał znaczną część zwiedzania (przynajmniej my cieszyliśmy się na widok słonia, czy żyrafy). Na szczęście kiedy wstał i zjadł obiadek humor miał już nie do poznania. Cieszył się ze wszystkiego, podobały mu się zwierzątka, które pokazywał paluszkiem na każdym kroku i było już idealnie... do momentu, w którym pogoda zdecydowanie się pogorszyła, zaczęły się grzmoty i przegoniły nas do domu. Cóż jest na to chyba tylko jedna rada; jeszcze tam wrócimy! :-) Odwiedzamy je co roku (poza poprzednim, więc w tym nadrobimy drugą wizytą, która będzie idealna)

A to kilka zdjęć z naszej wizyty, bo ani atmosfera, ani brak aparatu nie sprzyjały robieniu fotek...













Po przyjściu tak nas bolały nogi i byliśmy tak wymęczeni, że cały następny dzień (z dużo gorszą pogodą) bez najmniejszych wyrzutów sumienia przesiedzieliśmy plackiem w domu :). Za to dzisiejszy dzień, ze spontanicznym pomysłem, był naprawdę bardzo przyjemny, zresztą o tym rozpiszę się w kolejnym poście :)






Judyta.





mama silesia na facebooku
zacznij weekend piknikiem! na facebooku

czwartek, 1 maja 2014

Last month.

Kwiecień 2014


Kwiecień był miesiącem dla mnie tylko w połowie, bo dokładnie dwa tygodnie przesiedziałam z Benem w domu. On miał zapalenie oskrzeli, a ja nawet nie wiem co, bo najpierw przez Święta nie miałam jak pójść do lekarza, a potem już sobie podarowałam, kiedy domowe sposoby zaczęły pomagać. Jeszcze zanim choroba rozgościła się u nas na dobre, udało mi się odwiedzić swag show, a potem byliśmy na przystanku śniadanie i sądzę, że to właśnie przez zdradliwą pogodę tego dnia tak się pochorowaliśmy. Mimo to staraliśmy się nadrabiać spacerami, kiedy już było można :)

Pamiętam, jak przy okazji recenzji naszego wózka wspominałam o pałąku, który moim zdaniem jest za nisko osadzony. Cóż oto efekty, służy jako podnóżek... :)




naprawdę potrzebuję lata... :)




Przyszedł czas na porządki w kosmetykach, pozbyłam się ze swojej szuflady w komodzie, tego co jest zbędne lub nieużywane od długiego czasu. Ogólnie muszę przyznać, że cienko u mnie z tym aspektem kobiecości, bo jeśli chodzi o "makijaż", u mnie to jest płyn micelarny, krem i tusz do rzęs :D do tego wystarczy dołożyć olejek do demakijażu oczu, kosmetyki do pielęgnacji ciała (balsam, peeling itp.), prefum i ot całe moje kosmetyczne zasoby. Szał ciał!



Oto proszę państwa piersze zdjęcia Bena we własnej osobie. Podkradł tacie telefon i nie wiem jak i kiedy załączył aparat po czym zaczął pstrykać fotki :) Gdyby ktoś się zastanawiał co autor miał na myśli, to informuję, że to zdjęcia jego własnych spodni. Jak widać duża dawka artystycznych doznań :)



I jeszcze więcej naszych spacerków spragnionych po tak długim czasie w domu...







No i będę się jeszcze chwalić :) Uszyłam dla Bena dwa koniki/jednorożce (jak zwał tak zwał :) ), które towarzyszą mu w łóżeczku. Jak zwykle ręcznie, jak zwykle marząca o własnej maszynie (ale posiadająca już na nią niewielki budżet i szukająca odpowiedniego modelu w tej cenie) :)




Mam nadzieję, że Wasz kwiecień był udany! No i zaczynamy maj :) Już po majówce? My jak zwykle nie mieliśmy, bo M. jak co roku do pracy, ale przez najbliższe dni jeśli pogoda pozwoli zamierzamy sobie to odbić spędzając czas we trójkę na świeżym powietrzu i ciekawych miejscach...






Judyta.





mama silesia na facebooku
zacznij weekend piknikiem! na facebooku