Mowa o Galerii Szyb Wilson w Katowicach - Janowie. W minioną sobotę miało tam miejsce wydarzenie o nazwie Swag Show, czyli targi streetwearowe skupiające w jednym miejscu, na moje oko ponad stu, wystawców, projektantów, designerów, ludzi z pasją do tworzenia. Z przyjemnością urwałam kawałek soboty i pojechałam zobaczyć "co w trawie piszczy".
Na miejscu byłam po godzinie 16 i zaskoczyła mnie tak dobra frekwencja. Z głośników wydobywała się muzyka, ludzie (przeważnie młodzi) tłoczyli się po picie i przekąski, kręcili pomiędzy stanowiskami i kupowali. To ostanie nie jest wcale tak oczywiste na tego typu tragach, bo nie oszukujmy się ceny, czasem potrafią przyprawić o zawrót głowy. Tym razem sądzę jednak, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Nie tylko pod względem cen, które były naprawdę różne, ale także dzięki różnorodności jako takiej. Od stanowisk z biżuterią, przez ubranka i akcesoria dla dzieci, ciuchy dla dorosłych, torby, czapki, usługi fryzjerskie, stanowiska z rzeczami second hand, po rowery...
Na rozgrzewkę spróbowałam swoich sił w Łamigłówce Śląskiej. Chodzi o to, żeby ułożyć z drewnianych klocków daną figurę (np. górnika, szyb, kilof, serce...) z wykorzystaniem wszystkich elementów. Wydaje się, że to banalne, więc podeszłam do tego zadania dość lekko. Jedna z Pań doradziła, abym zaczęła od figury górnika, który ponoć jest najłatwiejszy. Szybko okazało się, że zadanie wcale nie jest takie proste. Obiecałam, że nie przypiszę sobie całej załugi ułożenia poniższego górnika. Pomoc przy jednym elemncie sprawiła, że wspólnie tego dokonałyśmy :-)
Tutaj można było kupić ubrania second hand. W sumie takich stanowisk było kilka. Wszystkie prezentowały ciekawe egzemplarze i nie wyglądały jak zwykły osiedlowy "lupmeks".
Zwierzęce motywy na ciuchach, czy warzywna pufa mnie zaintrygowały.
Po drodze zobaczyłam swój rower marzeń! Pękny, retro, seledynowy i do tego z koszykiem z porzdu! No cudo na kółkach, gadam o takim od dwóch lat i nie uwierzycie czemu jeszcze, takowego nie posiadam. Zwyczajnie nie miałabym gdzie go trzymać. W domu nie ma miejsca, a piwnicy, czy innego pomieszczenia gospodarczego zwyczajnie nie posiadam. Ehh, będę wzdychać do czasu, aż kiedyś się przeprowadzimy...
Biżuteria czasem zaskakiwała swoją forma, czy fakturą.
Jak chociażby ta architektura na szyi...
Na koniec miejsca do których trafiam nawet z zamkniętymi oczami...
Z panią z Kocikowo, bradzo miło się gawędziło... :-)
A od ekoubranka mogłabym nie odchodzić, bo tak było miło :-)
Przynajmniej nie odeszłam z pustymi rękoma. Trzymałam swój portfel na wodzy, ale nie mogłam wyjść bez tej apaszki dla Bena :-)
To tylko wycinek, tego co miało miejsce w Wilsonie. Cieszę się, że odwiedziłam Galerię i "stare śmieci".
A Wy byłyście? Szpiedzy donieśli, że minęłam się z kimś z Was :-)
Judyta.




































































