środa, 5 listopada 2014

wszystko na już i jeszcze szybciej!


Doskonale wiemy, jakie teraz mamy czasy spod znaku "fast". Wszystko musi być szybko, na wczoraj, a i to za wolno. Szybko jemy, szybko pracujemy, szybko jeździny. Szybciej, szybciej, szybciej...
I wiecie co? Ben podkręca tempo jeszcze bardziej :). Taki mamy teraz okres, że jeśli czegoś nie zrobię na już, albo jeszcze szybciej, to kończy się krzykiem. Po przyjściu ze spaceru, nim dobrze zamknę jeszcze drzwi, już słyszę jak żąda zdjęcia kurtki, no to czym prędzej (cała zgrzana i ubrana oczywiście) zdejmuję tą nieszczęsną kurtkę. Ale naturalnie robię to o wiele za wolno, bo ledwie rozpinam zamek, a przecież buty jeszcze są na nogach! Jak mogłam do tego dopuścić?! Więc jedną ręką ściągam suwak w dół, a drugą już majstruję przy bucikach. Czemu tak wolno? Nie mam pojęcia, zwłaszcza że Ben uważa iż już dawno powinnam piątą i szóstą ręką zdjąć czapkę i apaszkę. Uff, rozebrany, chciaż powinnam się porządnie wstydzić, że musiał się tak irytować z powodu mojej opieszałości. W końcu mogę spokojnie zdjąć sobie buty, kurtkę, odwiesić torebkę... zaraz zaraz, czy ja zwariowałam?! To nie te czasy, tu trzeba szybciej! Przecież Ben już, w tej chwili i na teraz żąda picia, już krzyczy "okuła!" (czyli odkurzacz, bo namiętnie jeździ po panelach rurą z odkurzacza, która jest schowana w szafie w przedpokoju), no i jeszcze "ćitać!", nie ma zmiłuj. Wszystko na już i... już!

Hola, hola drogi panie! Rąk to ja mam tylko sztuk dwie, głowę jedną, a poziomu cierpliwości, cóż może i to są złoża odnawialne, ale też bywają na wyczerpaniu. Więc mówię czasem z resztką spokoju: "Stop. Mama ma tylko dwie rączki i nie może tego zrobić szybciej". Na co Ben patrzy zdziwiony, po czym głaszcze mnie swoją małą rączką w geście pocieszenia i mówi: "łaaa", co oznacza "ładna" i jest dobrze. Matka rozczulona, baterie naładowane, by... po chwili karuzela ruszyła od nowa. Szybciej! Teraz! Na już!

Czy u Was też wszystko kręci się na podwyższonych obrotach i rządzi Wami fast and furious? :)







Judyta.





10 komentarzy:

  1. nie wiem czy Cię pociesze ale u mnie ten etap wciąż trwa :) Może nie muszę ich już rozbierać ale ciągle coś chcą na już...ewentualnie na wczoraj :)

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas zaś etap buntu... jak ja mówię tak to E. na przekór... jak mówię jak ona E. zmienia zdanie... ehh a cierpliwości jak na lekarstwo heheh :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, rozumiem Cię! Ja mam na dodatek podwójny fast i jeszcze zmienne nastroje nastolatka do ogarnięcia:)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to fajnie opisałaś :D Ehh kochane maluchy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale się uśmiałam:) Tak to właśnie z dziećmi jest. Wszystko by chciały od razu. Obserwuję dzieci mojego rodzeństwa i są dokładnie takie jak opisałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  6. u nas podobnie. NA JUŻ MA BYĆ! a ja specjalnie wolno wóczas wszystko robię.. z taką miną jak pani ze spożywczego w PRL, że co? co chciałeś? No przecież się nie rozdwoję, musisz poczekać! Specjalnie tak postępuję, niech się maluch uczy cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  7. :) jak dobrze Cie znow czytac :)
    u mnie moze nie w kwestii rozbierania sie po spacerze jest furia ( bo super jest w całym cebulowym ubraniu i buciorach utytłanych liścmi skakac po łóżku :/ :P ) ale w innych przypadkach na pewno tak. No i bunt tez jest :P bo on co innego a ja co innego chce :P no i ciągle w biegu bo moj syn nie chodzi a biega i to sprintem .... więc matka babska też musi (szit muszę ? )
    Życie mi umyka nie wiem kiedy zrobił się piątek a był poniedziałek przecież dopiero :P ale gdyby nie On to byłoby chyba za wolno, za nudno a tak ciągle coś sie dzieje :P jest intensywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No cóż też tak mam. Rozumiem Twojego syna, bo ja też muszę wszystko na już ;) I zbytnia opieszałość wytrąca mnie z równowagi. Ale oczywiście jestem dorosła i zazwyczaj swoją frustrację tłumię w środku ;) Choć mój mąż nie ma łatwo :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony po sobie ślad!