wtorek, 18 listopada 2014

Jedno dziecko, cztery wózki... czyli ktoś tu zwariował.

Muszę o tym napisać, bo serio ile można? Takiego pecha jak my, to chyba nie ma nikt. Mam dość kupowania wózków na najbliższe sto lat. Zacznijmy jednak od początku...

Będąc jeszcze w ciąży, jak każda przyszła mama, podniecona szukałam idealnego dla nas wózka. Wydatków było wtedy jednak sporo (nie oszukujmy się), więc postawiłam na odkupienie wózka od kogoś. Zatem nasz pierwszy nie był ani dizajnerski, ani wypasiony, ani nawet modny, ale był naprawdę funkcjonalny, bardzo wygodny i szczerze byłam z niego zadowolona. Do momentu przeniesienia się do spacerówki, która była mniej zwrotna i bardziej toporna w prowadzeniu.




Wtedy nadszedł moment na zakup wymarzony. Na wózek piękny i idealny (no dobra nie ma ideałów, wady zawsze się znajdą, ale można znaleźć taki bliski ideału). Przekopałam wtedy chyba cały internet, dniami i nocami szukałam takiego, który spełniałby moje wymagania (wszak byłam już nieco doświadczona i wiedziałam jakie cechy powinien mieć dobry wózek), szalenie mi się podobał, a przy tym nie zabił mojego potrfela. Dumna byłam z siebie ogromnie, kiedy znalazłam Bebetto (tutaj moja zupełnie niesponsorowana recenzja, gdyby ktoś potrzebował), bo miał piękną białą ramę, wszystkie funkcje, prowadziło się go jak marzenie i wtedy nikt takiego nie miał (serio, u nikogo go nie widziałam, ha, myślałam, że tylko ja go odkryłam :). A niedługo po moim zakupie zrobił się na niego straszny bum i był wszędzie. I to nie tak, że jestem takim guru, że to po mnie wszyscy się na niego rzucili, ale poważnie spotyka mnie to nie pierwszy raz. Kiedyś lata temu, sprawiłam sobie purpurową - jaki to był wtedy szał - motorolę V3 i cieszyłam się, że nikt takiej nie ma, a za chwilę był tak popularny, że w każdym salonie była na niego promocja i każdy miał ten tel. :) ). W każdym razie moja radość z wózka trwała całe 11 dni i ktoś bezczelnie nam go ukradł sprzed drzwi. Oj, nie chcę nawet przywoływać tych wspomnień, więc odrazu przejdę dalej. Kupiliśmy dokładnie ten sam model, tym samym płacąc podwójnie za wózek (sic, a mogłam szukać drogiego, a nie się rozdrabniać na dwa) :). Tym egzemplarzem cieszyliśmy się nieco dłużej, ale to by było zbyt proste oczywiście gdybyśmy mogli tak spokojnie go użytkować. W sierpniu polecieliśmy na wakacje do UK i podczas lotu powrotnego połamali nam jedno z kółek. Tak proszę państwa pechowcy to my. Oczywiście zauważyliśmy to dopiero w domu.




Do UK znów się wybieramy w tym tyg. i znów trzeba mieć jakiś wózek. Ben co prawda jest już dwulatkiem i dużo chodzi sam, ale po pierwsze drzemkuje i trzeba go gdzieś wtedy ulokować, a po drugie po przejściu dłuższego dystansu woła "ała" przestępując z nóżki na nóżkę i wyciąga rączki. W związku z tym, że nasz jest uszkodzony (choć trzeba przyznać, że można jeszcze nim jeździć, ale kolejnego lotu pewnie by nie przetrwał) , trzeba było... zakupić nowy. Tadam, nasz czwarty wózek! Tym razem już bez złudzeń wpadłam do dwóch stacjonarnych sklepów w moim mieście i w jednym z nich kupiłam spacerówkę - parasolkę. Lekki, szybko się składa, a Ben go uwielbia. Nawet w domu każe się wozić, a kiedy nie chce mu się jechać to łapie za rączkę z boku wózka i ładnie idzie obok. Jeśli interesowałaby Was szersza recenzja tego wózka dajcie znać.



Czy tylko my jesteśmy takimi pechowcami?







Judyta.






16 komentarzy:

  1. To macie przeboje z tymi wózkami ! My w sumie na stałe mieliśmy dwa, pomiędzy na dni kilka też dwa. Ale najchętniej testowałabym pokolei ciekawsze modele ale bym zbankrutowała ekspresowo.

    OdpowiedzUsuń
  2. No faktycznie pecha do wózków macie ogromnego, mam nadzieję, że na wózkach się kończy.

    OdpowiedzUsuń
  3. a ta piekna zawieszka ze zwiarzatkami to diy?
    cudna jest!
    ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zrobiłam ją z filcu :) dziękuję bardzo!

      Usuń
  4. oby ten był ostatnim wózkiem!

    OdpowiedzUsuń
  5. my mamy jedno dziecko jedne wózek 3 w jednym a szczerze mówiąc wykorzystaliśmy kilka razy spacerówkę Emilka nie cierpiała długo długo jeździć ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ macie pecha ale tak bywa.Moja pierwsza córa miała super głęboki wózek,potem spacerówkę.Młodsza też w nich wychowała sie.Pamiętam tylko dokupiłam mały lekki wózek do samochodu.A młody miał:głęboki,który szybko się rozleciał,naprawiali go na gwarancji tak długi,że kupiłam kolejny.Trójkołowkę.Była super wygodna.ale potem wyrósł z niej i musiałam kupić spacerówkę,uparłam sie na małe kółka i okazały się kompletnie nie wygodne więc dokupiłam porządną spacerówką ,była super,nawet można było przy niej biegać:)Więc czasmai tak bywa:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pecha nie mieliśmy ale przy Gabim szukając wózka idealnego przerobiłam ich ponad 6:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oprócz tramonto o którym pisałam u siebie jakiś czas temu, teraz mamy jeszcze parasolkę.
    Nie mogę pojąć jak można rąbnąć komuś wózek spod drzwi... a pamiętam że Migdałowej Mamie - nie wiem czy kojarzysz - ukradli wózek jak była wystawą na targach i miała wózek tuż koło siebie...:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niektórzy ludzie, to podłe, po prostu podłe istoty. Czasem to zwyczajnie ręce opadają...

      Usuń
  9. Nieźle. Ja bym chyba pozwała linie lotnicze, serio! No i wiesz, there are leaders and there are followers Judytko :)

    OdpowiedzUsuń
  10. My kupiliśmy dwa - pierwszy w wersji spacerowej nie miał możliwości jazdy przodem do rodzica, a chustowy Antuan bardzo histeryzował kiedy nas nie widział. Drugi się topornie prowadził, więc jak już Antek polubił jazdę "do przodu", to znów przesiedliśmy się do pierwszego:D A, i jeszcze 10-letnią parasoleczkę w samochodzie wozimy - dostaliśmy "w razie W" od brata męża:D

    PS. Pilna wiadomość na mailu:*

    OdpowiedzUsuń
  11. My mamy 3, ale tak pechowo nie było. Po prostu zmienialiśmy na lepszy model :D (Jeśli można to tak nazwać)

    OdpowiedzUsuń
  12. Połamane wózki, bądź uszkodzone foteliki to częsty widok na pasie startowym gdy roztrzaskują nasze pieniądze o asfalt. Ja również kursuję do UK kilka razy w roku ale bez dodatkowych gadżetów bo mój synek od 6 miesiąca rozpoczął bunt wózkowy. Zazdroszczę tym mamom co mogą pospacerować ze śpiącym maluchem bo ja od jakiegoś czasu jedynie mogę polegać na sile rąk bądź prędkości nóg;) Bardzo mi przykro z powodu kradzieży, moim znajomym także ktoś przygarnął wózek niestety taki ekstra drogi i teraz kupili ekstra tani :) Pozdrawiam ciepło i powodzenia z lotem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmmm...
    Pierwszy wózek mieliśmy Bebetto Fabio- używaliśmy do 9 miesiąca.
    Później kupiliśmy Navingtona i mamy do dziś, choć kusi mnie inny model. W tym przeszkadza mi fakt, że siedzisko jest tylko przodem do świata plus ma cholernie mały koszyk na zakupy, a ja jak idę do Biedronki czy sklepu osiedlowego, to reklamówek mam tysiące!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony po sobie ślad!